Be yourself

Ostatnio jest szał blogowania. Zewsząd wywiady, programy telewizyjne, poradniki, kampanie reklamowe i eventy z udziałem najpopularniejszych blogerów. Wiesz już w co się ubrać, co ugotować na obiad, jak wychować dziecko oraz który model smartfona kupić bratu na urodziny. Co prawda nie masz pojęcia ile Twoi idole zarabiają pieniędzy, ale jesteś pewna, że dużo. A skoro dużo, to zapewne muszą być wybitnymi specjalistami w swojej dziedzinie. Mistrzami absolutnymi. A mistrzów należy słuchać.

Każdy, kto odniósł wielki sukces w blogosferze podaje taką samą receptę na sukces: być sobą. Proste i oczywiste. Ty sobą jesteś w 100%, do tego masz też oryginalne podejście do mody, zakładasz więc bloga. To nie może się nie udać. Początkowo ubierasz się jak zawsze, w drodze na kawę z koleżanką cykasz kilka fotek, wrzucasz na swoją stronkę. Jest odzew, są pierwsze komentarze, komplementy.

Zachęcona i zdopingowana postanawiasz zrobić coś więcej, chcesz bardziej zakorzenić się w temacie, poznać aktualne nowinki i trendy ze świata mody, które do tej pory obchodziły cię tyle co skład polskiej parówki w spożywczaku. Ale przecież jesteś stylish, ludziom podoba się to co robisz, nie możesz zawieść. Całe dnie spędzasz na przeglądzie style.com, znasz na pamięć asortyment i ceny co drugiej sieciówki, a ciuchy, które miała na sobie Maff w ostatnim poście potrafisz wyrecytować jednym tchem obudzona w środku nocy. W kolejności alfabetycznej, ma się rozumieć.

Z kolorów nosisz tylko miętę i pomarańcz. Co prawda do tej pory nie znosiłaś tych odcieni, ale widziałaś je w edytorialu Fashion Magazine, a tam przecież znają się na rzeczy. Z niższością i politowaniem spoglądasz na swoje niefashionowe koleżanki, które na widok twoich nowych trampek na koturnach wykrzywiają twarz w grymasie. Boscheeee, dotrze do nich za trzy miesiące - myślisz lekko poirytowana. W Zarze kupujesz koszulę w paski i płaszcz ze skórzanymi rękawami. Nie możesz być gorsza od innych blogerek. Też musisz pokazać, że znasz się na aktualnych nowinkach.

Postujesz coraz częściej, piszesz coraz mniej, bo zdjęcia kremu pomidorowego z kleksem ptysiego groszku na pierzynce z kandyzowanych pomarańczy i musem z rokitnika pospolitego, które właśnie wstawiłaś na instagramie mówią przecież same za siebie. Blogowanie zajmują ci więcej czasu niż początkowo. W końcu ubranie na siebie spódnicy, spodni, legginsów, body, bluzki, marynarki, płaszcza, kurtki i kożucha to nie jest takie hop siup. Musi być dużo i kolorowo, jak u Tamary. Albo glamour, jak u Jessici. Albo kobieco i elegancko, jak u Charlize. Zależy jaki masz styl - wiadomo.

Po kilku miesiącach z płonącymi ze wstydu policzkami patrzysz na swoje pierwsze stylizacje i jesteś dumna z tego co osiągnęłaś. Przynależysz do czołówki fashion victims w naszym kraju. W końcu jesteś jedną z wielu. Nie jesteś już modową fajtłapą, właściwie sama nie wiesz już kim jesteś, bo twój styl jest przecież taki różnorodny, a ty nie lubisz być szufladkowana. Przecież wciąż się rozwijasz.

Popierasz polską modę, bo tak trzeba. Wśród znajomych na imprezach potrafisz godzinami opowiadać o pogardzie konsumpcjonizmu i ruchu life slow. Jak dobrze, że wczoraj przed snem przeczytałaś post Styledigger. W końcu nikt nie musi wiedzieć, że cytujesz nie swoje słowa. Brylujesz anegdotkami ze spotkania w show roomie popularnej sieciówki. To nic, że o zaproszenie musiałaś postarać się sama, wypisując kilkadziesiąt zdesperowanych maili dziennie do organizatorki eventu. Twoja paczka zazdrości ci darmowych sukienek, za które musiałaś zapłacić horrendalne cło, bo przesyłka nie przeszła na granicy. Obcy ludzie zaczynają obracać się za tobą na ulicy, ze zdumieniem przyglądając się twojemu bażantowi na głowie z najnowszej kolaboracji Russo i h&m. Tak, zapewne rozpoznają w tobie TĘ sławną modową blogerkę. Uśmiechasz się do siebie gratulując sobie w myślach, biorąc łyk karmelowej latte ze Starbucksa i poprawiając na ramieniu najnowszy model torebki Korsa. Osiągnęłaś sukces.

Bo byłaś sobą.



21 komentarze :

    1. Jakie to prawdziwe...a potem się ktoś dziwi, że różnorodność polskich blogów niemal nieistnieje mimo potężnej ich liczby. W końcu Radzka przecież powiedziała, że Zara "szybko reaguje na wybiegi", więc wystarczy zerwać zestaw z manekina i polecieć do kasy, by drugiego dnia pokazać jakim to się nie jest modowym guru (pomijając zwrócenie tych ciuchów do sklepu dnia trzeciego).
      Dobry tekst, jak zawsze można na Ciebie liczyć, pozdrawiam! ;)

      OdpowiedzUsuń
    2. swietny tekst i jakze niesamowicie prawdziwy !! czy moge go udostepnic na swoim fp?? nie jedna to przeczyta i zrozumie o co chodzi w blogowaniu i "byciu soba"

      polac Ci ^^

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. No jasne, udostępniaj jeśli masz ochotę.

        Usuń
    3. hahaha jak dobrze, że nigdy nie przysżło mi płacić cła i moje anegdotki są niepowtarzalne <3 uwielbiam!

      OdpowiedzUsuń
    4. Genialnie powiedziane/napisane !!!

      OdpowiedzUsuń
    5. Och, a Ty znowu lamentujesz. Typowa Polka. Ciesz sie z tego, co masz, a nie uzalaj sie nad soba, jak to trudno Ci wszystko przyszlo (bo innym przychodzi latwiej).

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Ten komentarz jest tak głupi, że nawet nie chce mi się na niego odpowiadać.

        Usuń
    6. Dobry tekst, jak zawsze zresztą. Zastanawiam się tylko, czy masz świadomość tego, że piszesz tu w dużej mierze o sobie, czy może wydaje Ci się, że to co piszesz Ciebie nie dotyczy. Jeśli to pierwsze, to gratuluję samokrytycyzmu, jeśli to drugie to... odpowiedz sobie sama.

      Diana

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. W jakimś sensie na pewno piszę o sobie. Wydaje mi się, że każdy bloger prędzej czy później zaczyna mimowolnie brać udział w tym wyścigu szczurów. Pytanie tylko, czy jesteś w stanie w pewnym momencie to zobaczyć i stanąć z boku. Ja potrafię.

        Usuń
    7. Bardzo dobry tekst, gratuluję Ewo, że nie zgubiłaś swojego krytycznego oraz samokrytycznego myślenia w biegu za trendami, które same w sobie nie są złe, ale trzeba mieć dystans. Pozdrawiam bardzo ciepło!

      Lady Pasztet

      OdpowiedzUsuń
    8. Ale sie usmialam. Nie jestem blogerka, ale codziennie je przegladam i czasem sie lapie na usilowowaniu byc kims kim nie jestem, chodzi o mi stylowe proby bycia na topie hehe. Rozsadku dziewczyny Wam zycze, a nie bycia papuga. Ewa cudownie lekko piszesz!

      OdpowiedzUsuń
    9. świetne, nie mam wiecej słów, po prostu świetne :)

      OdpowiedzUsuń
    10. Rewelacyjny jak zwykle tekst:) Jesteś moim Ideałem:):):) Inteligentna Kobieta i dodatkowo Piękna:) Pozdrawiam serdecznie Asia

      OdpowiedzUsuń
    11. Dobrze napisalas.
      Ja tylko dodam cos o czym nie wspomnialas.
      Mianowicie brak przez polkie spoleczenstwo bloggerskie takiego wlasnego oka na mode, swiezego spojrzenia.
      Bo wzorowac sie mozna ale trzeba wiedziec jeszcze na kim. A nie zawsze popularna blogerka X jest faktycznie dobrze ubrana.

      OdpowiedzUsuń
      Odpowiedzi
      1. Zgadzam się z tobą, każdy ma swój gust/ styl i trzeba się tego trzymać, można się wzorować ale bez przesady. I masz rację, że nie wszystkie stylizacje blogerek są trafione, mimo iż mają "aktualny trend" na sobie.

        Usuń
    12. Master!!! Absolutnie Cie uwielbiam :)) Napisałaś to tak obrazowo że aż zobaczyłam to w obrazkach kampnii społecznej :bądz saoba zostan blogerkom" :)))
      Swietny tekst :))

      OdpowiedzUsuń